Na pierwszy ogień postanowiłam wystawić restaurację Kurna chata, zlokalizowaną przy rynku. Klimatyczne miejsce czy na obiad z rodzinką, czy to na kolację w miłej atmosferze ;). Jedno z moich ulubionych miejsc. Po wejściu do lokalu pierwsze co można zauważyć to staropolski wystrój - wszystko zachowane w klimacie. Kelnerka zaprowadza nas do stołu i podaje dość duże menu w twardej (drewnianej) oprawie - pasującej do wystroju. W menu każdy znajdzie coś dla siebie i na każdą kieszeń. Obiad zjemy za 20-30zł i na pewno nie wyjdziemy głodni! Osobiście uwielbiam tradycyjną kuchnię i idąc do restauracji mam problem z wyborem dania, które by mi smakowało, bo jest przygotowywane w całkiem inny sposób z innymi przyprawami i dodatkami. W Kurnej chacie nigdy nie miałam tego problemu. Zwykłe potrawy, zrobione na swój sposób, albo jak dla mnie genialny! Mają inny, oryginalny smak. I... są oryginalnie podane ;). Wszystko co zamówimy dostaniemy na talerzach w starszym stylu - zachowując klimat miejsca do samego końca.
Niestety czasem trzeba dłużej poczekać na wolny stolik, a pracownicy - jeśli już przy barze czeka parę osób - zamykają drzwi, żeby więcej osób nie wchodziło. Dzieje się tak w szczególności w weekendy, a restauracja zrezygnowała z możliwości rezerwowania stolików. Dłużej poczekamy także na podanie posiłków - ok 30 min - ale mamy pewność że danie jest świeżo przyrządzone. Także jeśli jesteśmy bardzo głodni, ale mamy mało czasu to radzę wybrać inne miejsce. Rzeczą, która przykuła moją uwagę jest jeszcze muzyka puszczana w lokalu. Owszem, nie jest za głośno, wiec można sobie porozmawiać i jest spokojna, kojąca nasze nerwy, ale jak przysłuchamy się jej przez dłuższy czas, to zauważymy, że się ona zapętla. Sama obsługa zawsze jest miła i sprawnie im to wszystko idzie ;). I na koniec musimy pamiętać, że w Kurnej kartą nie zapłacimy... Na drzwiach wejściowych znajdziemy informację, że w lokalu płatność tylko gotówką.
Mimo wszystko, w 100% polecam lokal! Warto się wybrać i wczuć w klimat :).
// edit
Wybrałam się ostatnio w weekend z rodzinką na obiad. Zrobili nowe menu: pojawiło się parę nowych pozycji, ale niektóre też zniknęły. Teraz zupy można zjeść albo w chlebie albo w rondelku - w większości do wyboru. I mam wrażenie, że coś się na kuchni zmieniło, bo bardzo sprawnie nam wszystko podali. Usłyszałam też fragment rozmowy, gdzie jednak kelnerka zwracała uwagę chyba nowemu, że jak ktoś przy stole już zjadł a reszta jeszcze je, to żeby nie zabierał talerza tylko czekał aż wszyscy skończą posiłek. Mnie to bardzo ucieszyło, bo bardzo źle się czuję jak zostaje sama z talerzem i wszyscy inni są już gotowi do wyjścia i tylko się patrzą jak jem... A tak jest zawsze bo wolno jem :P


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz