piątek, 25 lipca 2014

Borówka Cafe

Miejsce znane chyba każdemu we Wrocławiu, choć nie każdy miał okazję jeszcze tam być. Przechodziłam koło borówki miliard razy, ale jakoś nie wchodziłam. Ale nadarzyła się okazja ku temu, a mianowicie rocznica. Także wybraliśmy się z moją drugą połówką na romantyczny wieczorek, posiedzieć na dachu i podziwiać widoczki. Pogoda piękna, słońce, 30 stopni, sporo ludzi... No i oczywiście ja, jak to ja, musiałam się do czegoś doczepić :P. Ale może od początku.

Na samym początku zabrakło mi jakieś karty menu, żeby na spokojnie zobaczyć co mają w ofercie i nie blokować przejścia. Niewiele ich by to kosztowało, jakby zrobili przy wejściu jedną księgę z menu. My niestety staliśmy przy tej ladzie zastanawiając się co i jak, a miejsca dość mało przy wejściu i ludzi trochę się naszło. Jak już zdecydowaliśmy się, to niestety pani, która przyjmowała zamówienia nic sobie z tego nie robiła i obsłużyła najpierw 3 inne osoby, które przyszły później. Dla mnie już minus, bo dlaczego mam stać i łaskawie czekać? Chociaż muszę przyznać, że mają fajny patent na gotowe zamówienia. Każdy dostaje krążek, a kiedy zamówienie jest już gotowe to zaczyna wibrować. Obydwoje zamówiliśmy kawę czekoladową, największą jaką mieli i płacąc za to po 18 zł (mając nadzieję, że to coś słodkiego). W końcu z lodami, czekoladą i bitą śmietaną. A żeby się nie zasłodzić to miejsce na kawę się znalazło. Trochę się przeliczyliśmy. Wszystko było mdłe! Wyjedliśmy tylko bitą śmietanę i trochę lodów, które były wymieszane z kruszonym lodem, który zabijał smak. Resztę zostawiliśmy, łudząc się, że może jeszcze dopijemy tak sobie siedząc. Ale jedyne na co mieliśmy ochotę, to zabić ten smak czymś innym. Na dachu wszystkie krzesła są plastikowe i w taki upał trochę się do nich przykleiliśmy. Nie pogardziłabym jakąś poduszką, albo po prostu innymi krzesełkami ;). Z resztą, stoliki i krzesła są tak gęsto poustawiane, że żeby się przedostać to trzeba pół dachu slalomem pokonać. A szkoda. Miejsce ma duży potencjał, ale parę malutkich zmian by się przydało.


Podsumowując: dach jest niewątpliwym plusem borówki. Sam lokal jest dobrze zlokalizowany i ma swoją historię. Dlatego mimo wszystko, każdy kto ma zamiar pozostać we Wrocławiu powinien to miejsce chociaż raz odwiedzić. I chociaż osobiście byłam średnio zadowolona z mojej wizyty w Borówka Cafe, to ponieważ była to moje pierwsza wizyta, to wybiorę się tam jeszcze raz - chociaż nie prędko. I jednego jestem pewna: nie zamówię żadnej kawy.

sobota, 19 lipca 2014

Restauracja Kurna Chata

Na pierwszy ogień postanowiłam wystawić restaurację Kurna chata, zlokalizowaną przy rynku. Klimatyczne miejsce czy na obiad z rodzinką, czy to na kolację w miłej atmosferze ;). Jedno z moich ulubionych miejsc. Po wejściu do lokalu pierwsze co można zauważyć to staropolski wystrój - wszystko zachowane w klimacie. Kelnerka zaprowadza nas do stołu i podaje dość duże menu w twardej (drewnianej) oprawie - pasującej do wystroju. W menu każdy znajdzie coś dla siebie i na każdą kieszeń. Obiad zjemy za 20-30zł i na pewno nie wyjdziemy głodni! Osobiście uwielbiam tradycyjną kuchnię i idąc do restauracji mam problem z wyborem dania, które by mi smakowało, bo jest przygotowywane w całkiem inny sposób z innymi przyprawami i dodatkami. W Kurnej chacie nigdy nie miałam tego problemu. Zwykłe potrawy, zrobione na swój sposób, albo jak dla mnie genialny! Mają inny, oryginalny smak. I... są oryginalnie podane ;). Wszystko co zamówimy dostaniemy na talerzach w starszym stylu - zachowując klimat miejsca do samego końca.
Niestety czasem trzeba dłużej poczekać na wolny stolik, a pracownicy - jeśli już przy barze czeka parę osób - zamykają drzwi, żeby więcej osób nie wchodziło. Dzieje się tak w szczególności w weekendy, a restauracja zrezygnowała z możliwości rezerwowania stolików. Dłużej poczekamy także na podanie posiłków - ok 30 min - ale mamy pewność że danie jest świeżo przyrządzone. Także jeśli jesteśmy bardzo głodni, ale mamy mało czasu to radzę wybrać inne miejsce. Rzeczą, która przykuła moją uwagę jest jeszcze muzyka puszczana w lokalu. Owszem, nie jest za głośno, wiec można sobie porozmawiać i jest spokojna, kojąca nasze nerwy, ale jak przysłuchamy się jej przez dłuższy czas, to zauważymy, że się ona zapętla. Sama obsługa zawsze jest miła i sprawnie im to wszystko idzie ;). I na koniec musimy pamiętać, że w Kurnej kartą nie zapłacimy... Na drzwiach wejściowych znajdziemy informację, że w lokalu płatność tylko gotówką.
Mimo wszystko, w 100% polecam lokal! Warto się wybrać i wczuć w klimat :).


// edit
Wybrałam się ostatnio w weekend z rodzinką na obiad. Zrobili nowe menu: pojawiło się parę nowych pozycji, ale niektóre też zniknęły. Teraz zupy można zjeść albo w chlebie albo w rondelku - w większości do wyboru. I mam wrażenie, że coś się na kuchni zmieniło, bo bardzo sprawnie nam wszystko podali. Usłyszałam też fragment rozmowy, gdzie jednak kelnerka zwracała uwagę chyba nowemu, że jak ktoś przy stole już zjadł a reszta jeszcze je, to żeby nie zabierał talerza tylko czekał aż wszyscy skończą posiłek. Mnie to bardzo ucieszyło, bo bardzo źle się czuję jak zostaje sama z talerzem i wszyscy inni są już gotowi do wyjścia i tylko się patrzą jak jem... A tak jest zawsze bo wolno jem :P