niedziela, 30 listopada 2014

Pierogarnia stary młyn

Po dłuższej przerwie wracam do publikowania postów. Dziś na tapecie mamy pierogarnie w samym centrum Wrocławia. Długo zastanawiałam się do czego można by się tu przyczepić.. Odwiedziłam to miejsce specjalnie dwa razy! I nie bardzo coś znalazłam.
 Już od samego wejścia przenosimy się w czasie do starego młyna... Każda część lokalu jest odpowiednio nazwana (m.in. czmychalnia, bocianie gniazdo, spichlerz, piwniczka). Zauważyłam nawet zsyp z workami! Wszystkie stoliki mają swoje numery i swoje lapmy - jeśli stolik jest pusty to lampy są gaszone. Rzecz, która mnie na prawdę zachwyciła to to, że stary młyn na każdej zmianie ma osobną osobę, która prowadzi gości do stolików. Jego praca to witanie gości, znalezienie dla nich odpowiedniego stolika i zaprowadzenie gości do niego. Rewelacja.
Menu jest na prawdę sporych rozmiarów-przy mniejszym stoliku trudno dwa pomieścić. Ale wyróżnia się tym na tle wszystkich innych. Samych pierogów jest ogromny wybór! W końcu to raj dla smakoszy pierogów ;). Ale i nie tylko. W tych pierogach każdy najmniejszy fan się zakocha.
Czas oczekiwania? W zależności w jakich godzinach się zajdzie. Ale od 15 do 30 min i świeże pierogi są na naszym stole! Kelnerki mają specjalne nosidełka, dzięki którym mogą jednocześnie nosić 4 zamówienia. Też to jest ciekawym rozwiązaniem. W lokalu można normalnie porozmawiać, bo nie jest za głośno, obsługa przyjazna. Hmm nic dodać nic ująć:). Na pewno dobrze zorganizowane miejsce z pysznym jedzeniem!


środa, 27 sierpnia 2014

Tralalala Cafe

Jedne z najlepszych lodów we Wrocławiu! W sezonie mają bardzo duży wybór smaków i to niestandardowych. Lody przygotowywane są na miejscu. Ale oczywiście nie tylko lody można tam kupić. Tralalala to także kawiarnia i sklep z babeczkami. Miejsce na romantyczne popołudnie jak i zarówno na wyjście z przyjaciółkami na plotki ploteczki. Przy ładnej pogodzie można usiąść na zewnątrz i wczuć się w klimat tego miasta. Czasem przy kasach robi się tłok, ale często są to osoby które już zapłaciły i wybierają smaki. Nie ma co tu dużo opowiadać - urocze miejsce, które warto kiedyś odwiedzić, tylko po to aby do niego wrócić.


środa, 6 sierpnia 2014

Zamek Topacz restauracja

Co prawda Zamek Topacz nie leży już w granicach Wrocławia, ale jest to tak bliziutko, że można zaryzykować stwierdzeniem, iż to wrocławska restauracja ;). Byliśmy tam całkiem niedawno, całą "rodzinką". Muszę przyznać, że całkiem spory ruch mają. Weekend, ładna pogoda... czego więcej chcieć? A no, wolnego stolika :P. Dobrze jest zrobić rezerwację dzień wcześniej. Ale zacznijmy od początku. Jak sama nazwa wskazuje, jest to zamek, który został zaadaptowany na czterogwiazdkowy hotel z muzeum, więc można się łatwo domyślić, iż to spory, zielony teren. Przy samej restauracji jest parking, ale można także zatrzymać się przy drugiej bramie, która jest ciut dalej i przejść się przez piękny teren zamku, zahaczając o dom ogrodnika. Przy wejściu czeka już na nas kelner, który sprawdzi dla nas rezerwację i zaprowadzi do stolika. Oczywiście stolik już przygotowany jak należy a karty menu błyskawicznie znajdują się w naszych rękach. Trochę zaskoczyły mnie ceny. Spodziewałam się o wiele wyższych. Tak, wyższych. Ale okazały się atrakcyjne. Wszyscy zamówiliśmy na początek zupę i drugie danie. Do mnie osobiście żadna zupa nie przemówiła z głównego menu-ale ciężko mi dogodzić-więc zajrzałam ukradkiem do menu dla dzieci. Trochę głupio było mi zamawiać rosołek, który jest przewidziany tylko dla dzieci... Zupełnie nie wiem dlaczego. Ale chyba nie byłam wyjątkiem, bo kelnerka przyjęła to z naturalnością. Jak złożyliśmy zamówienie, kelnerki sprawnie zabrały ze stołu to co nie potrzebne, czyli kieliszki do wina, dodatkowe sztućce. Co mi się spodobało to to, że dania zostały nam szybko podane i jednocześnie! Tak jak powinno być :). Nikt głodny nie musiał siedzieć i patrzeć jak reszta już się zajada. Przekonali mnie i spróbowałam innych zamówionych zup (tak wiem, to nie przystoi, ale ojj tam) i muszę znowu przyznać, że był bardzo dobre. Drugie danie podane, jak to w restauracjach, w porcjach mikro przyozdobione czym się da. Chciałam zamówić coś małego, ale jak się okazało moja sałatka cezar była największa z wszystkich podanych dań :P. Ale każdy się najadł i nawet nikt nie miał miejsca już na deser. Także na obiedzie dwudaniowym skończyliśmy.
Podsumowując: piękne miejsce, sprawna i miła obsługa, atrakcyjne ceny, smaczne potrawy. A i miejsce dla pociech też jest. Tym razem nie zaspokoiłam swojej potrzeby czepiania się :P Bo nie mam do czego.
Polecam restaurację. Sama się tam na pewno jeszcze wybiorę.



piątek, 25 lipca 2014

Borówka Cafe

Miejsce znane chyba każdemu we Wrocławiu, choć nie każdy miał okazję jeszcze tam być. Przechodziłam koło borówki miliard razy, ale jakoś nie wchodziłam. Ale nadarzyła się okazja ku temu, a mianowicie rocznica. Także wybraliśmy się z moją drugą połówką na romantyczny wieczorek, posiedzieć na dachu i podziwiać widoczki. Pogoda piękna, słońce, 30 stopni, sporo ludzi... No i oczywiście ja, jak to ja, musiałam się do czegoś doczepić :P. Ale może od początku.

Na samym początku zabrakło mi jakieś karty menu, żeby na spokojnie zobaczyć co mają w ofercie i nie blokować przejścia. Niewiele ich by to kosztowało, jakby zrobili przy wejściu jedną księgę z menu. My niestety staliśmy przy tej ladzie zastanawiając się co i jak, a miejsca dość mało przy wejściu i ludzi trochę się naszło. Jak już zdecydowaliśmy się, to niestety pani, która przyjmowała zamówienia nic sobie z tego nie robiła i obsłużyła najpierw 3 inne osoby, które przyszły później. Dla mnie już minus, bo dlaczego mam stać i łaskawie czekać? Chociaż muszę przyznać, że mają fajny patent na gotowe zamówienia. Każdy dostaje krążek, a kiedy zamówienie jest już gotowe to zaczyna wibrować. Obydwoje zamówiliśmy kawę czekoladową, największą jaką mieli i płacąc za to po 18 zł (mając nadzieję, że to coś słodkiego). W końcu z lodami, czekoladą i bitą śmietaną. A żeby się nie zasłodzić to miejsce na kawę się znalazło. Trochę się przeliczyliśmy. Wszystko było mdłe! Wyjedliśmy tylko bitą śmietanę i trochę lodów, które były wymieszane z kruszonym lodem, który zabijał smak. Resztę zostawiliśmy, łudząc się, że może jeszcze dopijemy tak sobie siedząc. Ale jedyne na co mieliśmy ochotę, to zabić ten smak czymś innym. Na dachu wszystkie krzesła są plastikowe i w taki upał trochę się do nich przykleiliśmy. Nie pogardziłabym jakąś poduszką, albo po prostu innymi krzesełkami ;). Z resztą, stoliki i krzesła są tak gęsto poustawiane, że żeby się przedostać to trzeba pół dachu slalomem pokonać. A szkoda. Miejsce ma duży potencjał, ale parę malutkich zmian by się przydało.


Podsumowując: dach jest niewątpliwym plusem borówki. Sam lokal jest dobrze zlokalizowany i ma swoją historię. Dlatego mimo wszystko, każdy kto ma zamiar pozostać we Wrocławiu powinien to miejsce chociaż raz odwiedzić. I chociaż osobiście byłam średnio zadowolona z mojej wizyty w Borówka Cafe, to ponieważ była to moje pierwsza wizyta, to wybiorę się tam jeszcze raz - chociaż nie prędko. I jednego jestem pewna: nie zamówię żadnej kawy.

sobota, 19 lipca 2014

Restauracja Kurna Chata

Na pierwszy ogień postanowiłam wystawić restaurację Kurna chata, zlokalizowaną przy rynku. Klimatyczne miejsce czy na obiad z rodzinką, czy to na kolację w miłej atmosferze ;). Jedno z moich ulubionych miejsc. Po wejściu do lokalu pierwsze co można zauważyć to staropolski wystrój - wszystko zachowane w klimacie. Kelnerka zaprowadza nas do stołu i podaje dość duże menu w twardej (drewnianej) oprawie - pasującej do wystroju. W menu każdy znajdzie coś dla siebie i na każdą kieszeń. Obiad zjemy za 20-30zł i na pewno nie wyjdziemy głodni! Osobiście uwielbiam tradycyjną kuchnię i idąc do restauracji mam problem z wyborem dania, które by mi smakowało, bo jest przygotowywane w całkiem inny sposób z innymi przyprawami i dodatkami. W Kurnej chacie nigdy nie miałam tego problemu. Zwykłe potrawy, zrobione na swój sposób, albo jak dla mnie genialny! Mają inny, oryginalny smak. I... są oryginalnie podane ;). Wszystko co zamówimy dostaniemy na talerzach w starszym stylu - zachowując klimat miejsca do samego końca.
Niestety czasem trzeba dłużej poczekać na wolny stolik, a pracownicy - jeśli już przy barze czeka parę osób - zamykają drzwi, żeby więcej osób nie wchodziło. Dzieje się tak w szczególności w weekendy, a restauracja zrezygnowała z możliwości rezerwowania stolików. Dłużej poczekamy także na podanie posiłków - ok 30 min - ale mamy pewność że danie jest świeżo przyrządzone. Także jeśli jesteśmy bardzo głodni, ale mamy mało czasu to radzę wybrać inne miejsce. Rzeczą, która przykuła moją uwagę jest jeszcze muzyka puszczana w lokalu. Owszem, nie jest za głośno, wiec można sobie porozmawiać i jest spokojna, kojąca nasze nerwy, ale jak przysłuchamy się jej przez dłuższy czas, to zauważymy, że się ona zapętla. Sama obsługa zawsze jest miła i sprawnie im to wszystko idzie ;). I na koniec musimy pamiętać, że w Kurnej kartą nie zapłacimy... Na drzwiach wejściowych znajdziemy informację, że w lokalu płatność tylko gotówką.
Mimo wszystko, w 100% polecam lokal! Warto się wybrać i wczuć w klimat :).


// edit
Wybrałam się ostatnio w weekend z rodzinką na obiad. Zrobili nowe menu: pojawiło się parę nowych pozycji, ale niektóre też zniknęły. Teraz zupy można zjeść albo w chlebie albo w rondelku - w większości do wyboru. I mam wrażenie, że coś się na kuchni zmieniło, bo bardzo sprawnie nam wszystko podali. Usłyszałam też fragment rozmowy, gdzie jednak kelnerka zwracała uwagę chyba nowemu, że jak ktoś przy stole już zjadł a reszta jeszcze je, to żeby nie zabierał talerza tylko czekał aż wszyscy skończą posiłek. Mnie to bardzo ucieszyło, bo bardzo źle się czuję jak zostaje sama z talerzem i wszyscy inni są już gotowi do wyjścia i tylko się patrzą jak jem... A tak jest zawsze bo wolno jem :P